ďťż

U Pana Boga za miedzą

Z pAmIęTnIkA nIeGrZeCzNeGo AnIołkA

UWAGA: SPOILERÓW TU MNOGO. NIE OGLĄDAŁEŚ FILMU- NIE CZYTAJ DALEJ

U Pana Boga za miedzą-
Wiatry zmian znów wieją nad Królowym Mostem; Śliwiak(ten od „pagierów” z pierwszej części) zamierza w najbliższych wyborach zająć fotel burmistrza. Stary Lew jednak nie odpuszcza, więc rozkręca się negatywna kampania, dochodzi nawet do przemocy, a co gorsze do miasta powraca wypędzony lata temu „Gruzin”. W środku tych wydarzeń dojrzewa (papierowe) uczucie między starzejącym się repatriantem z Ameryki, Stanleyem Niemotką a nowoczesną i atrakcyjną(?) policjantką Mariną Chmiel…

W tym Miasteczku zawsze rządziła „Banda Trojga”; Pleban-Glina-Burmistrz. W jedynce kluczową postacią był Pleban, w dwójce na czoło wysunął się komendant. Więc logiczne, że trójka należeć będzie do Burmistrza. Mimo, że od premiery poprzedniej części minęły ledwo 2 lata, to wydawało się, że pan Bromski wie co robi. Błąd.
Zacznę od Plusów. Muzyka o dziwo w porządku, mimo zmiany Henri’ego Seroki na niejakiego Ludka Drizhala, klimat jako tako został zachowany. Do zdjęć nie można się przyczepić. Do paru polewkowych tekstów również .Do gry aktorskiej Władimira Abramuszkina (Gruzin) też. I to w zasadzie tyle…
Zacznijmy od dramaturgii. Wątki są wymieszane bez ładu i składu Pierwsze minuty sugerują, ze wydarzeniem będą 60 urodziny księdza. A jednak nie. Na chwilę pojawia się Marina, by za kilkanaście minut spaść z nieba(no, prawie;). Dajemy 10-15 minut czasu ekranowego dla Niemotki i jedziemy dalej…

Osobna sprawa to dialogi:
-Marina? Dziwne imię
-To była taty ulubiona piosenka. Marina, Marina.
-To musiało być dawno temu
albo
-Jutro spotkanie, godzina zero osiemset
-…to chyba o ósmej
I to są właśnie „perełki”. Śmieszą, może. Za pierwszym razem. Po tygodniu ulecą z głowy(Dialogi z jedynki będę pamiętał do końca życia). Już w drugiej części humor nieco obniżył loty, a teraz zjeżdża po równi pochyłej.


Jestem hardkorem

Postacie. Postacie miały potencjał. Śliwiak, Marina, Niemotko- żadnego z nich nie przekreślałem. Niestety, wszystkie padły ofiarą impotencji twórczej/Alzheimera scenarzysty.
(Uwaga, Spoiler!) Marina spuszcza łomot oprychom, którzy bili Niemotkę. Sprasza lekarza, przygarnia do siebie, a w następnej wspólnej scenie mówi do niego: „Kochanie, nic Ci nie jest?” A w jeszcze następnej planują wspólny ślub. WTF? Gdzie tu chemia miedzy Witkiem a Marusią. Gdzie namiętność Bociana i Struzikowej? Gdzie podchody Mariana Wobec Luśki? Z bólem donoszę, że położono w zasadzie wszystkie role. Nawet podpora serii, ksiądz i komendant oklapli (na szczęście tylko troszkę)

A teraz gwóźdź do trumny: przybycie Bandy Gruzina, nieopatrznie wezwanej przez Śliwiaka-Potem tego żałował*.Sceny z nimi, choć lekko toporne dawały nadzieję na świetny finał. Konfrontację dobrych ze złymi. Samo Południe, Bocian samotnie wyczekuje na adwersarzy. Przyjeżdza samochód Gruzina. Zbliżenie na pełną pasji facjatę Emiliana Kamieńskiego. Wyciąga colta z kabury, strzela, i… następuje sekwencja, przez którą nie mogłem parę godzin dojść do siebie. Jedna kulka posłana w koło jeepa, jeep wpada na stragan, dachuje, robi w powietrzu salta, piruety(kłębów kurzu NIE widać) Z wraku wyłazi zakrwawiony Gruzin, zbliża się do Bociana. Wyciąga broń; szykuje się pojedynek. Bocian tymczasem puszcza mu serię po stopach, Gruzin groteskowo stepuje, po czym ucieka z miasta…Sceny akcji nigdy nie były mocną stroną trylogii, ale to…to jest dopiero-przepraszam za wulgaryzm-kurwa tragedia.

A co do końcówki. Zdecydował pojawić się w nim sam Jacek Bromski. Zdawało się, że oto pokaże się jako „Deus Ex” Bóg Zstępujący. Że wygłosi jakiś choć trochę ironiczny tekst o trylogii, jakieś błyskotliwe podsumowanie świata który stworzył, jakieś przewrotne zdanie, które nada nowy sens filmowi. Ale NIE! Parę banalnych i płaskich jak stół zdań, a najdalej minutę potem są napisy końcowe. Finita la Commedia…


Jestem Bogiem, uświadom to sobie, jestem Bogiem

Normalnie Dałbym 5/10. Za to że kala dobre imię serii obniżyłem 4/10.

* Zarzut czysto subiektywny: Pani Kotlarczyk nie ma ani charyzmy, ani wielkiej urody, Ani talentu. Gdy zjawiała się Ira Łaczina(ta z mojego avatara:-), cały ekran należał do niej, przyciągała wzrok koiła nerwy, wypełniała ekran swą aurą. Gdy wchodziła p. Małgorzata Sadowiska, owszem, urok był, ale ekran był zapełniony czymś zupełnie innym…

**Niemotko wzbudziłby więcej sympatii- gdyby jako wtyka w obozie wroga, pomógłby tym dobrym

PS Może mi ktoś wytłumaczyć, dlaczego zaangażowano Bolca? Owszem swoje odegrał dobrze, ale co robi miejski raper w wiejskiej sadze?

PPS Ta recenzja NIE JEST sponsorowana.

Opis tego odcinka serii(trochę mniej hardkorowy, bo przecież KMF to kulturalna strona, nie? znajdziecie tutej
Copyright (c) 2009 Z pAmIęTnIkA nIeGrZeCzNeGo AnIołkA | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.